12.11.14

Przyznałam się Wam ostatnio, że w swej sklerozie ciążowej zapominam nie tylko o ugotowaniu obiadu, wyciągnięciu prania czy telefonie do przychodni, ale również o istotniejszych sprawach typu urodziny męża i ojca. Taka wpadka nastała również i ostatnio. Ale może i opatrzność nade mną czuwała, albowiem już od kilku dni zapowiadałam, iż jeśli tylko matka matki zgodę wyrazi na zostanie z dzieciórem to zabieram męża swego osobistego po raz pierwszy od roku do kina. Na cokolwiek co będzie w repertuarze kina w miasteczku rodzinnym, do którego zawitaliśmy na krótki weekend. Desperacja była na tyle wysoka, że profilaktycznie nie sprawdzałam nawet opisu filmu (sztuk raz) dostępnego w czasie nam odpowiadającym. Padło na polski "Jeziorak". 

Matka-matki chęć pieczy sprawowania nad dzieciórem wyraziła, więc pierwszy płotek zaliczony. Matka oko podkreśliła, na co spotkała się z komentarzem "A dla kogo tak się malujesz?". "Dla ciebie cholero". Do kina odległość monstrualna czyli dwadzieścia kroków, więc tuż przed rozpoczęciem seansu para nastolatków lekko podstarzałych trzymając się za ręce do kulturalnego przybytku zawitała. Zdziwiła nas z początku niska, bo zerowa, frekwencja ludzi oczekujących na film. Ok, małe miasteczko, lecz dzień prawie świąteczny, nic to, z uśmiechem w głowie i na twarzy oczekujemy. Gadka-szmatka z obsługą i tu niespodzianka: realia małomiasteczkowe nie przewidują emisji filmu dla mniej niż czterech widzów. O wy lenie, myśli matka, lecz jeszcze pełna nadziei czeka z ojcem uskuteczniając głośne podśmiechujki. W końcu mija szesnasta czyli seansu pora. Już się matka powoli do wyjścia zbiera zniesmaczona tym, że jak zawsze plany poszły sobie precz. Na to ojciec, zazwyczaj skąpiec notoryczny, rzecze: "Kupmy cztery bilety, może film nam puszczą". Matka buńczuczna dumą się unosi: "Ej no co ty, w Krakowie to byś tyle za kino w życiu nie zapłacił". "Pewnie, że nie, ale pomyśl - całe kino dla nas!". Więc po krótkich negocjacjach z kasjerami dwoma, przy wyraźnej niechęci ich i operatora za całe 52 złote (bilety ulgowe sztuk cztery) wynajęliśmy kino caluśkie dla siebie. Wyobrażacie sobie - całe kino, bez popcornu chrupania, cukierków szeleszczenia, innych osób gadania. Można komentować do woli, mieć włączoną komórkę, a wybór miejsc - ach, to kinomana raj. 

Więc przepis na prezent niebanalny, niedrogi i zawsze zaskakujący macie już drodzy moi jak na talerzu. Warunek jeden - małomiasteczkowe kino, dziesiąty listopada, godzina 16.00. Polecam!

PS. Co do filmu samego - rzetelnie zrobiony polski kryminał. Jeśli komuś nie przeszkadza, że jest to bezczelna wręcz zrzynka ("znajdź 10 różnic") z chociażby "The Killing" to będzie zachwycony. Mężulo "The Killing" nie zna, więc jest zachwycony. 


12 komentarzy:

  1. ja też nie znam więc pewnie byłabym zachwycona;p
    natomiast zdecydowanie bardziej ekscytująca jest świadomość posiadania sali kinowej na wyłączność...ah co by tam można było robić;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tudzież na szczęście od jakiejś połowy na sali pojawił się przyzwoitek w postaci pana operatora, więc z wszelkich bezeceństw nici ;)

      Usuń
  2. Do kina czy na film poszliście? ;)
    Caaale kino dla Was :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, dobrze, że nie tylko ja TAK myślę :D

      Usuń
    2. Och wy babolce jedne bezecne ;) Co za myśli Wam się w głowach pałętają :p

      Usuń
  3. Wielbię The Killing, czyli co? Będzie mnie wnerwiać ten film? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku mocno wnerwiał, potem odpuściłam, by nie marnować sobie narzekaniem pierwszego od roku wyjścia kinowego ;)

      Usuń
  4. HA! Czyli randka/urodziny bardziej niż udane! :)
    Pomyśl, że gdybyś chciała ot tak sobie kino wynając to albo byłoby to niemożliwe albo kosztowało majątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zapewne, a tu taka niespodzianka. I czemu tak wszyscy narzekają na brak atrakcji w małych miasteczkach? ;)

      Usuń
  5. Świetny tekst :). Kiedyś byliśmy z mężem na seansie w cinema city przy Manufakturze Łódzkiej i oprócz nas były tylko 3 osoby :p. Fajnie nawet tak sobie siedzieć w wielkim kinie z garstką ludzi, a co tu mówić o byciu sam na sam :) Zapraszam:http://laydymami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo lubię seanse kameralne, ale ten to już było mistrzostwo :)

      Usuń