19.1.15

Kolejne macierzyństwo zmienia perspektywę. Dzięki posiadanemu już doświadczeniu nie tylko wiesz, kiedy wyluzować, ale również świadoma jesteś swych wcześniejszych błędów. W związku z posiadaniem drugorodnej założyłam sobie parę planów. Miałam nawet o nich pisać, ale jako, że jeden właśnie został obalony to poczekam, by nie wyjść na gołosłowną. Ale do rzeczy. 

Zacznijmy od początku czyli jeszcze od Lulki. Powiwszy pierwszą córę przyznaję się bez bicia, że wiedzy dotyczącej karmieniem piersią nie miałam zbyt wielkiej. Intuicja przyjaciółką, zgodnie z zasadą: "tyle kobiet dało radę, nie dam ja?" Początki trudne, mętlik w głowie ogromny. Przy pierwszym dziecku robisz w gacie przy byle krosteczce, a każde stęknięcie lub płacz nieutulony powoduje panikę z histerią. Szukasz więc rozwiązań najszybszych, najprostszych. I my przy pierwszych dłuższych żalach (a było to gdzieś w drugim tygodniu życia) wyciągnęliśmy więc smoczek, który na dobre zadomowił się w Lulkowych usteczkach zapewniając jej sen a nam jakże pożądaną ciszę. Przedobrzyliśmy a w połączeniu z dopajaniem wodą i koperkiem (bo upały, bo problemy z brzuszkiem) laktacja poszła się paść. W efekcie braku przyrostu wagi i mało kompetentnej pomocy lekarskiej trzeba było na cito dokarmiać mieszanką. Wtedy nie znałam choćby bloga Hafijiwięc popełnionych błędów świadoma nie byłam. Złe samopoczucie „bo nie dałam rady własnego dziecka wykarmić” dopełniło suszy mlecznej.

Teraz bogatsza o lekturę mądrych treści i dobre rozmowy chcę powalczyć o nieco dłuższe karmienie. Zgodnie z wytycznymi Amerykańskiej Akademii Pediatrii (za: Hafija.pl) przy karmieniu piersią najlepiej wstrzymać się z podawaniem smoczka uspokajacza do czasu unormowania laktacji czyli przed ukończeniem czwartego tygodnia życia. Przyjęłam taką cezurę czasową i pierwsze tygodnie pozwoliły żywić nadzieję, że się uda. Lecz przyszły dni ostatnie… Dni nocnego Armagedonu, snu dwugodzinnego i obrzydliwego zmęczenia. Zmęczenia generującego wkurz na chłopa oraz irytację na starszaczkę, oba równie absurdalne. Oblicze kolejnego rozwrzeszczanego wieczora napełniało grozą. A gdy znad rozdartej Anulki warczałam bez sensu na Lulkę nie pozostało mi nic innego jak puknąć się w głowę, bo coś jest konkretnie nie tak. Chłop radośnie zasmokował Ankę, a ja poszłam tulić zasmuconą Lulkę.

Koniec końców w ciszy nocy zamiast spać - rozmyślałam. Najpierw żal: „Kurczę, nie tak miało być, skończy się jak z Lulką”. Ale potem przychodzi trzeźwiejsza refleksja: plany planami, ale nie można przedkładać uporu nad zdrowie psychiczne wszystkich członków rodziny. Dziecko wypoczęte, matka aż tak nie zmęczona, to więcej radości będzie ze wspólnego bycia. I potrafię się przecież na błędach nauczyć - precz z dopajaniem, smok w sytuacjach awaryjnych, gdy ludzka kołyska nie działa. 

A tuż przed zaśnięciem jeszcze jedna myśl dotarła: że bycie dobrą matką nie oznacza sztywnego podążania jedynie słuszną drogą. Wiele razy dojdziesz do ściany, będziesz musiała się poddać, choć walczyć zawsze jest warto. Rzecz w tym, byś w tej walce nie zatraciła jednego: że istotne jest dziecko, ważna jesteś ty, ale i tata i siostra. Czasem pozornie przegrasz, lecz na dłuższą metę uszczęśliwisz wszystkich: poświęconym czasem, ciszą, zwyczajnym spokojnym byciem. 

11 komentarzy:

  1. Bardzo dobry wybór. Sztywne trzymanie się reguł nie jest najważniejsze. Najważniejsze być świadomym rodzicem ale podążać własną drogą. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Bycie elastycznym. Chyba właśnie szczególnie w rodzicielstwie jest to ważne.

      Usuń
  2. Coś o tym wiem... Milion razy mnie macierzyństwo zweryfikowało...

    OdpowiedzUsuń
  3. Doroslam do tego by patrzeć na siebie zyczliwie, ale to oczywiscie kwestia drugiego dziecka, przy pierwszym na pewno sralam po gaciach . Odpuszczam, nie muszę byc doskonala, nie musze walczyc sama ze sobą, tym samym znecac sie nad sobą, drugim dzieckiem i mężem. Nie jest łatwo ale wlasciwie to jest, w perspektywie prawdziwych nieszczęść życiowych.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, przyjęcie odpowiedniej perspektywy znakomicie pozwala oddzielić rzeczy ważne od tych mniej. I chyba też na tym polega dorastanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. oj tam oj tam, jako matka recydywistka powinnaś przede wszystkim wiedzieć, aby wyluzować. Lulka dostała mieszankę i co jest jakaś gorsza? Upośledzona społecznie? Ma trzy kończyny?
    Ja tam Chibi zatkałam już w 2 tygodniu życia i cycek nadal na tapecie jest mimo 14mcy.
    Jako recydywistka powinnaś wyluzować i pamiętać, że każdy dzieć jest inny :)))
    Trzymaj się matka smoczkowa ! Niech moc smoczka będzie z tobą :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzech kończyn nie ma za to za cenę mieszanki moglibyśmy sobie drugą hacjendę wybudować ;) Ale tak serio cyckowanie wygodniejsze, tańsze i naturalniejsze, no i zdrowsze, więc chcę powalczyć. Zresztą sama wiesz. Ale problemu chyba nie będzie, bo panna po początkowym sukcesie ma silikon konkretnie gdzieś. I matki ramiona o wiele lepsze ;) Ach te dzieci ;)

      Usuń
    2. Bardzo mądrze napisane. Często największe bariery sami sobie tworzymy, w głowach, w wyimaginowanych i nierealnych planach bycia idealnymi matkami, żonami, kobietami... Ja przy dzieciach stawiam na luz i zdrowe podejście, a za naturalne karmienie pokroić bym się nie dała. Nie za wszelką cenę. Wystarczy, że próbowałam tak właśnie za bardzo przy pierwszym i kiepsko się to skończyło. Never ever!

      Usuń
    3. Też staram się z przekonaniami nie szarżować, ale jak to baby czasem mają: jak się uprą to koniec ;) Luz i zdrowe podejście - jeszcze mi do tego trochę brakuję, ale pracuję nad sobą o czym zresztą też ten post.

      Usuń
  6. masz rację. warto zapoznać się z różnymi źródłami, a i tak życie weryfikuje nasze wybory.
    najważniejsze aby nie mieć poczucia winy, bo nasze wybory są przecież podyktowane troską i miłością,
    a jeśli przy tym skorzysta nasze zdrowie psychiczne i fizyczne to super...pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko w obliczu bombardujacych jedynie słusznie wyborów to poczucie winy czasem zbyt często się pojawia.

      Usuń