27.1.15


Chwilowy odwyk od żłobka Starszej spowodowany zasmarczeniem w połączeniu z ogarnianiem Młodszej nie przebiega aż tak katastrofalnie jak zakładałam jeszcze parę dni temu. Spora zasługa tatuśka, który odpuścił wyjazdy do pracy rannym świtem tylko pozwala mi dospać po nocnych bojach z Anulką (jutro już nie będzie tak pięknie). Nie mogę jednak nie wspomnieć o moich dotychczas skrzętnie ukrytych zdolnościach synchronizacji drzemek Starszej i Młodszej, dzięki czemu zyskuję kilka chwil na: a) ogarnięcie hacjendy po szturmie jednoosobowej bojówki; b) odpaleniu facebooka, by perfidnie podbudować się na duchu, że nie tylko ja mam burdello; c) wypicie kawy i schrupanie paru biszkoptów (czy można żyć na biszkoptach?).

Ale póki starsza część dzieciarni nie śpi trzeba jej jakoś zorganizować czas. Farbki, kredki, klocki, układanki, bajki, książki, ciastoplasto - wszelkie chwyty dozwolone zwłaszcza jak musimy odpuścić spacery. A ostatnio coraz częściej w sukurs idzie realna wyobraźnia Starszej. Bawimy się, proszę ja Was, w żłobek. Ale nie byle jaki - w żłobek prawdziwy, do którego panna uczęszcza uwzględniając rzeczywiste osoby, rytuały, zachowania.

Ciocia I. od rytmiki. Pani od angielskiego. Ulubiona ciocia A. W te osoby zazwyczaj wciela się matka organizując życie żłobkowe, choć nie oszukujmy się - kierowniczką i tak jest Lulka. Ona decyduje, gdzie przy stole usiądzie Zosia G., gdzie Oliwka, Sebuś a gdzie Antoś. Ona przybiega z bolącym paluszkiem krzycząc: "Matylda mnie uderzyła!", a ja mam obowiązek pouczyć żłobkowego zbója Matyldę, że bić nie wolno i kropka. Lulka wołająca dzieci na nocniki. Lulka pytająca "Czy dzisiaj jest środa, będzie ciocia I.?" za czym idzie seria tańców do piosenek ordynowanych przez pannę. Lulka jako ciocia wydająca dzieci popołudniami krzycząc do domofonu: "Przyszła mama Kini, Kinia pa!".  

Taka zabawa nie tylko pełni funkcję stricte rekreacyjną, ale również informacyjną. Dla mnie. W taki pośredni sposób dowiedziałam się, że gdy dzieci zbyt mocno szaleją mają nakaz iść do stoliczka i tam posiedzieć (za karę czy by odpocząć? do tego jeszcze nie doszłam). To, że w żłobku nie jedzą widelcami tylko łyżkami, nawet drugie danie. Że mają podnosić rękę, gdy chcą dokładkę. Że ciocie siedzą przy nich, gdy zasypiają. Że mogą spać z przytulankami - ukochany biały miś. Lecz również, że Lulka po drzemce płacze i pyta, gdzie jesteśmy i kiedy przyjdziemy. 

Informacje pozyskane w ten sposób z pewnością nie mogą być brane w sposób stricte dosłowny i niepodważalnie wiarygodny, ale i tak czuję się pewniej. Skoro tak chętnie Lulka powraca do tego miejsca choćby w zabawie, zawsze pozytywnej, to może oznaczać, że zwyczajnie lubi spędzać tam czas, ba! tęskni? I może zbyt naiwnie, ale wierzę, że jeśli w ten sposób nie przekazuje negatywnej informacji zwrotnej (ewentualnych krzyków i gróźb cioć o przemocy nie wspominając) to nie dzieje się jej tam żadna krzywda. A krzywdy dziecka znajdującego się pod opieką innych boi się chyba każdy rodzic.

PS. Plus argument, że w żłobku po obiadku wszystkie dzieci obowiązkowo idą na drzemkę niepodważalny ;)

9 komentarzy:

  1. Moja ostatni mi powiedziała, ze mam długo pracować bo ona nie chce tak szybko iść do domu. Takze tak o. Mysle to dobry znak, najlepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chce matkę w pracoholizm wpędzić? Niedobra ;)

      Usuń
    2. nic o matkę nie dba, nic a nic;p

      Usuń
  2. A Ty spryciaro! ;-) Świetny sposób na zasięgnięcie rzetelnej informacji o żłobku :-)
    A co do tęsknoty... Gabi po dwóch dniach spędzonych w żłobie nie mogła się doczekać, kiedy znów pójdzie. No ale na razie się nie doczekała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzicie jeszcze w domu? A sposób polecam ;)

      Usuń
  3. Oj na pewno coś w tym jest. Ostatnio bawiłam się z chrześnicą w wieku Lulkowym, kopnęla niechcący pociąg i się rozwalił, stanęła z głową spiszczoną i zaczęła palcami młynki kręcić "Zła Dusia, bardzo zła Dusia" no serce mi pękło. Wiem, że w domu tak nie jest karcona, więc zostaje żłob. Jestem za żłobami z monitoringiem. Nie po to, aby całe dnie je monitorować, ale aby w takich sytuacjach szukać odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, wszelkie nowe zachowania które u Lulki obserwują najczęściej pochodzą ze żłoba. Teraz sobie przypomniałam, że kiedyś jak była w młodszej grupie to jak coś nabroiła to sama z siebie szła na kanapę usiąść i "odpocząć" - tak pewnie ciocie żłobkowe reagowały na rozrabianie.

      Usuń
  4. Synchronizacja to rzecz święta!! Gdyby nie ona już dawno bym zwariowała przy mojej bandzie :)
    Mój Starszak ostatnio bawił się w pracę i żłobek - misia odprowadzał do żłobka, mówił mu, że ma się nie martwić, bo po niego wróci, szedł do pracy, później na zakup i wracał po misia. Serce rośnie na taki widok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie wiem jak mi się to udaje ;) Ooo, takie zabawy też. Ale te nasze dzieci fajoskie :)

      Usuń