5.10.15


Nie. Najbardziej oczywista odpowiedź (rodzice!) wcale nie jest prawidłową. 

Nie twierdzę, że ilość spędzanego czasu jest idealnie wprost proporcjonalna do poziomu znajomości dzieciaka - istotna jest również jakość tego. Natomiast zupełnie zapomniałam jak to jest być bombardowanym niekończącymi się sugestiami i dobrymi radami zaczynającymi się od śmiertelnego "na pewno" - jest głodna, zmarznięta, zmęczona. Zapomniałam, jak to jest ciągle słyszeć: daj jej chrupka, idź z nią na spacer, weź ją na ręce. Nie żeby mnie to jakoś ruszało czy frustrowało. Zmilczę albo powiem "tak, tak, wiem, wiem" i zrobię po swojemu. Ale refleksja pozostaje. 

Zapomniałam o tym ogólnym przeświadczeniu, że rodzicom ciągle trzeba coś uświadamiać. Przecież to takie delikatne, zaraz się zakrztusi, głowę rozwali, palce przytrzaśnie, chorobowo rozłoży się dokumentnie, bo wiecie, ten siejący grozę wiatr! Strach pomyśleć jak, na ten przykład, matka radzi sobie i co wyczynia z tym biednym dzieciątkiem sama! Dzień w dzień. Kilka(naście) godzin dziennie. Naprawdę strach. Kij z tym, że już drugie wychowuje. Dalej trzeba przypomnieć, jaka jest prawidłowa liczba czapeczek na głowie. Ja rozumiem ideę wychowania dziecia przez całą wioskę (czy jakoś tak), ale seriously, przez osoby widzące pacholę raz na ruski rok? A im mniejsze dziecko tym gorzej. Przy Lulce jakoś tych rad nie ma tak wiele. Może wszyscy zgodnie stwierdzili, że już pozamiatane, matka wraz z ojcem schrzanili już sprawę nienaprawialnie. 

Napisałam, że mnie to średnio rusza. Ale skoro ten wpis powstał, to jednak rusza. Czasem w sumie wkurza, ale dlatego, że nie rozumiem samej idei wtrącania swoich trzech groszy na każdym kroku. Czy jest to rzeczywiście kwestia braku zaufania do rodzica? Niewiara w ich relację z dzieckiem, zdolność odczytywania dziecięcych sygnałów i odpowiednie nań reagowanie? Czy raczej przekonanie, że "ja to wiem najlepiej"? Może jednak działa jakiś pozostały automatyzm, atawistyczny instynkt z czasów posiadania własnego młodego potomstwa? Ale nie dotyczy to przecież wyłącznie babć i dziadków. 

Koniec dywagacji, może wy macie jakieś propozycje, bo ja, szczerze mówiąc, głupieję.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza