7.3.16

Niedawno popastwiłam się nad fenomenem Krainy Lodu, więc aby nie panowała jedynie matka marudząca, dzisiaj będzie o zauroczeniu. Obie my (mówię o starszej) uwielbiłyśmy bowiem ostatniego weekendu niedługą historyjkę o małej brązowej myszy, która uratowała się z kilku opresji przy użyciu odrobiny fantazji i sporej dawki sprytu. Co więcej, fantazja okazała się nie być tylko fantazją.

"Gruffalo". Miłość od pierwszego obejrzenia. Choć nie znam książkowego pierwowzoru, coś w kresce, nawet tej filmowej, wydało się nader znajome, a napisy końcowe wyjaśniły wszystko. Onegdaj będąc w Anglii nabyłyśmy drogą kupna lub prezentu małą uroczą książeczkę, którą Lulek, wtedy jeszcze mocno mała obdarzyła taką miłością, że aż okienka ucierpiały. W książeczce okienka. Tytuł jej to "Postman Bear" autorstwa Julii Donaldson i Axla Scheffler. Pamiętam, że zamierzałam zebrać całą kolekcję Opowieści z Żołędziowego Lasu (Tales from Acorn Wood), ale z racji niszczycielskich zapędów córki zrezygnowałam. Może czas nadrobić, zwłaszcza, że to ci państwo stworzyli Gruffalo.

Wracając do filmu. Krótkometrażowa, półgodzinna animowana opowieść płynie cudnie. Wizualnie idealnie pod gust matki - gładkie, dopieszczone plus dmuchawce jako bonus. Muzyka - miodzio! Dialogów niezbyt dużo, co istotne z dwóch powodów: a) nie przepadam za przegadanymi bajkami; b) nasz egzemplarz, znów prezentowy, był anglojęzyczny, więc matka ćwiczyła się w tłumaczeniu symultanicznym ;) Plus Helena Bonham Carter jako wiewiórka - narratorka. Z obowiązku dodaję, że jest to historia z elementami grozy, bo oparta na ogólnym założeniu: wszyscy chcą zjeść myszę, a mysza chce tylko orzeszki, wiec żeby się ratować wymyśla tytułowego potwora, który do najsympatyczniejszych nie należy. Lulka, tak, bała się trochę, ale strach został szybko ujarzmiony po rozwikłaniu całej fabuły. Dość powiedzieć - na jednym seansie się nie zakończy. Dwa pod rząd to minimum. Potwierdzone, uskutecznione, powtórzone chęcią dnia następnego.




Ale ja tu tak się zachwycam odkryciem, czuję powiew kreskówkowej świeżości, a wy już pewnie znacie filmowego albo książkowego Gruffalo. Znacie?

Zdjęcia stąd


0 komentarze:

Publikowanie komentarza