10.7.16


Dla dziecka w wieku do lat trzech najlepsze otoczenie i najlepszą opiekę może zapewnić rodzic (pomijając wszelkie patologie lub nieszczęśliwe zdarzenia). Rodzic jednak też człowiek, potrzebuje w końcu wyjść do ludzi, a pieniądze jednak nie rosną w trawie. Skoro rzadko które dziecię wytrzyma przy biurku czy kasie osiem godzin bez marudzenia dając rodzicowi w spokoju popracować, to na czas ten trzeba dziecko komuś powierzyć. Opcji jest kilka: babcia, niania, żłobek. Należąc do gatunku: „nie znam się, więc nie wypowiem” tylko w tym ostatnim temacie mogę podyskutować.

Wiele matek u progu powrotu do pracy po odsiedzonym macierzyńskorodzicielskim (tak, wiem, urlop pierwsza klasa lux!) zasięga opinii wśród krewnych, znajomych, w Internecie. Czyta na blogach rodzicielskich zalety i wady żłobkowania, wśród tych znajdując określenie żłobka jako przechowalni stawiając znak równości ze złem mniej lub bardziej koniecznym. Ja natomiast zgodzę się, że żłobek to swoista przechowalnia, ale pozbawiając go aż tak pejoratywnego znaczenia. Już prędziutko tłumaczę, zanim zastukacie się w głowę, co ja plotę i skąd ta moja bezduszność.

Oddając dziecko do przybytku żłobkowego na osiem godzin dziennie zależy mi wyłącznie (tylko lub aż!) na tym, by to dziecko zostało objęte kompetentną i odpowiedzialną opieką. By zostało nakarmione i napojone, gdy głodne i zmęczone; przytulone, gdy smutne; położone spać, gdy zmęczone; przebrane, gdy się zabrudzi. By zostało mu zapewnione trochę zabawy, spaceru, świeżego powietrza. I tyle, niczego więcej nie wymagam. Absolutnie nie zależy mi na full opcjach zajęć dodatkowych; w tyłku mam angielski, który przez godzinę w tygodniu jest ściemą absolutną; teatrzyki, różnoterapie? w porządku, ale nie w tym rzecz. Rzecz jest bowiem w świadomości graniczącej z pewnością, że gdy my jesteśmy w pracy, z naszym dzieckiem jest ktoś, kto zaspokaja większość jego potrzeb. Ktoś, która z racji posiadanego wykształcenia, a często również doświadczenia jest do tego przygotowany. Mówiąc krótko - zależy mi na bezpiecznym przechowaniu dziecka pod opieką wykwalifikowanych osób w miejscu do tego przystosowanym. Ot, definicja przechowalni.

Oczywiście jestem świadoma ewentualnych negatywów przebywania dziecka w żłobku: brak indywidualnej opieki, chorowanie, przebodźcowanie, rywalizacja. Sami wiecie, że serce mi się krajało puszczając drugorodną do przybytku żłobkowego. Ale tę decyzję każdy rodzic musi podjąć samodzielnie i nie nam to oceniać. DLA NAS (podkreślam to specjalnie), po zestawieniu wszystkich za i przeciw, ta droga okazała się bardziej dostępną (tak, mówię również o placówkach prywatnych), bezpieczną (przynajmniej według teorii i litery prawa) oraz realną ekonomicznie niż jakakolwiek inna forma zewnętrznej opieki nad dzieckiem. Stąd podążamy nią już drugi raz.

Na koniec chciałabym podrzucić jeszcze jedną myśl. Główną funkcją żłobka jest kompetentne i odpowiednie zaopiekowanie się dzieckiem do lat trzech (przechowanie) przez kilka godzin dziennie. Wybierając placówkę warto więc mieć na uwadze przede wszystkim jakość podstawowej opieki: sposób żywienia, liczbę dzieci i opiekunów, posiadanie kawałka ogródka/placu zabaw, kontakt między opiekunami a dzieckiem, obowiązujące zasady itd. Multum atrakcji i fajerwerków to tylko dodatek. Kolorowy i przyciągający, ale tylko dodatek.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza